Trzy cytaty(III): Dwa cytaty

Wszystko jest jasne; ale nie jest to jasność pełna tragicznej mocy wielkiego wyobrażenia przezwyciężenia wszelkiej trudności i rozdwojeń, jaką nacechowana jest twórczość takiego Goethego: jest to jasność i spokój, poprzedzające wszelką walkę i wszelkie przezwyciężenia, promienny spokój lekkomyślnego duchowego lenistwa.

Czem żyć? – pytają Nietzsche, Ibsen, Maeterlinck, Przybyszewski – Sienkiewicz odpowiada: miłością do bardzo pewnej kobiety, świadomością, że msza się odprawia, i perkalikami.

Jak powrócić do pierwotnej prawdy czystego chrześcijaństwa – jak stać się nanowo w duszy i życiu chrześcijanem, człowiekiem w zgodzie z samym sobą i światem żyjącym? – męczy się Tołstoj. Sienkiewicz może tylko wzruszyć ramionami: dla niego chrześcijaństwo przy samem powstaniu swem było czemś równie powierzchownem, lekkomyślnem, naiwnie kompromisowem, jak ta pseudowiara współczesnego oświeconego mieszczaństwa1.

Stanisław Brzozowski , Henryk Sienkiewicz i jego stanowisko w literaturze współczesnej,
Głos: tygodnik naukowo-literacki, społeczny
i polityczny, R. 18, 1903 nr 14 (22 III [4 IV])

 

Dążenia nasze odpowiadają właściwie celom rządu. Czegoż bowiem my chcemy? Spokojności, powrotu wyobrażeń religijnych, tamy przeciwko nieszczęśliwym i burzącym zasadom i sympatjom zachodniego liberalizmu. Te dążenia nie mogą się przyjąć bez oburzenia w głupiej i obałamuconej powszechności,ale to samo, dowodząc prawego toru nauk polskich, zjedna im opiekę i tolerancję władzy2.

List Michała Grabowskiego do Henryka Rzewuskiego z 2 listopada 1841 roku [w:] Michała Grabowskiego listy literackie, Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce, seria II, t. III, oprac. A. Bar, Kraków 1934

 

Przejdźmy od razu do spraw fundamentalnych, ale i przykrych. Proszę państwa, jaki jest podstawowy zarzut wobec dumnej młodzieży peryferiów? Przez dumną młodzież rozumiem nie tylko lewicę smoleńską, ale również rozsiane niczym wirus watahy antysystemowców przeklętych, socjalistów wzgardzonych (bo lud im się zbiesił) i tych wszystkich, których jeszcze wzrusza czerwień proporca i robotnicza pieśń przy bramie wygaszonych fabryk. Główną wadą lewaka i lewaczki jest zatem, poza niezrozumiałą niechęcią do liberalizmu (czyli mieszczaństwa), nierozważne zorientowanie na szarego człowieka oraz niezrozumienie tej oczywistości, że za społecznym zaangażowaniem, rezerwą do autorytetów i dążeniem do wywrócenia stolika gry czai się bies pogromowy, który wyzwoli siły czarnej sotni (jak się okazało lewica nie przyłożyła do tego ręki, wystarczyli koledzy od ekonomii wraz z kolegami i koleżankami od kultury wykluczania). Tako rzecze sektor lewicowo-liberalny, ale już słabszym i niepewnym głosem, bo faszyzm u bram i wszystkie ręce na pokład. Sektor prawicowo-patriotyczny lewicą się nie przejmuje i nie poucza, najchętniej pozbyłby się neokomunistów, którzy choć młodzi i nieskompromitowani skandalem PRL-u, to jednak chcą kraść tak ciężko odzyskane rodowe srebra (ersatz tychże w postaci niskich podatków, swobodnego dostępu do broni i samochodu bez ograniczeń). Lewicy się wygraża, bo wzburzona, najbardziej agresywna i ogłupiała czerń staje po stronie prawicy, elity postępowo-inteligenckie z kolei nie potrafią pozbyć się dykcji pouczania i wszystką widzą osobno.

Bez trudu można przecież wskazać kanon retorycznych cepów, którymi wymachują środowiska liberalne i postępowe czy konserwatywno – narodowe, żeby ugrać coś dla siebie i utrzymywać kibiców w stałym napięciu. Szeroko rozumiana lewica ma się odnaleźć w takiej zabawie i określić własne stanowisko, choć kto inny wymyśla zasady gry. Parada atrakcji historycznych, pokaz uróżowionych trupów, jarmark cudów, tyle radości dla czytelnika, tyle pożytku dla dyskursu. Maszerują przed nami widma wyjęte z fantazji, artykułów i książek: piłsudski złodziej spod bezdan i spiskujący z leninem obrońca bolszewików, narutowicz zabity, ale wyciągnięty z trumny, bo przecież marsz niepodległości, oczywiście marzec i bon mot, że jest onr-u spadkobierca partia, oczywiście cała gra ”prl- dorobek i osiągnięcia (a właściwie czarna plama w historii)”, jedwabne, pogrom kielecki i prowokacja kielecka, przewrót majowy i dyktaurka skrojona na miarę i możliwości drugiej rp, żydokomuna, narodowi komuniści, bereza kartuska, stan wojenny, generał, okrągły stół: kto był?, kto ile pił, kto palił, ale się nie zaciągał. Specjaliści od brudnej roboty machają cyniczne tematami na prawo, lewo i w centrum. Nie wiem, czy na tej liście znalazłaby się krwawa łaźnia w Gąsawie, ale krwawa łaźnia w Warszawie’44 już tak i zajmuje nawet dość kluczowe miejsce. No i oczywiście dawni leśni, zwani później bandytami, którzy ostateczni zostali uznani i docenieni, ale przyszło im otrzymać tytuł wyklętych.

Dzisiaj tylko dwa cytaty, gdyż wyszukane fragmenty prezentują się wyjątkowo soczyście i wystarczą do wyraźnego nakreślenia tła rozważań. Poza tym planowane wykorzystanie wypowiedzi byłej premier o polskim domu, w którym kobieta ma chronić swoje dzieci przed złym panem z nożem i pistoletem czy roztrząsania aktualnego ministra spraw zagranicznych na temat odrębności polskiej drogi kulturowej i cywilizacyjnej stanowiłoby pewną przykrość. Po pierwsze, oba wykwity politycznego marketingu zostały wystarczająco dokładnie przemielone w żarnach masowej informacji, w odpowiedni sposób zużyte, z afirmacją lub krytyką puszczone w lud pracujący i niepracujący miast i wsi. Po drugie, nietaktem wobec autorów i bohaterów z przeszłości byłoby zakłócanie ich własnym wiecznych już walk aktualnym wrzeniem partyjno – rządowym. Pozwólmy Stachowi dokończyć Głosy wśród nocy, a członkom koterii petersburskiej zostawmy medytację nad Tradycją, Opatrznością i wspomnieniami Seweryna Soplicy. Wszyscy powrócą w swoim czasie.

Nam pozostają perkaliki, pewna kobieta i spokojność. Maleńczuk śpiewał o trzech kurwach świata pieniądza, dzisiaj możemy dopisać erratę do trzeszczącego w posadach świata III RP. Podstawową kategorią propagandową-polityczną odnowionej, demokratycznej… był właśnie spokój społeczny, przysłowiowa spokojność wyświęcona przez księdza, rzucona na rynek reklamowy i ludziom przed  ekranami telewizorów, opita wspólnie i w porozumieniu przez starego działacza partii i troszkę młodszego działacza opozycji. Wszystko miało się jakoś ułożyć w normalności ufundowanej na zasadach państwa prawa, ideale wolnego rynku oraz indywidualizmie bez społeczeństwa. Rynek miał wyregulować nieprawidłowości, ułomności homo sovieticusa zacierał lifting nowoczesności i konsumpcyjnego spełnienia. Wiemy jak był, było ciężko, niektórzy przeczytali o tym tylko w książkach lub niszowych pismach, inni przeżyli (lub nie). Fraza dwadzieścia lat minęło, jak z knuta strzelił, powtarzana w pierwszym dziesięcioleciu lat dwutysięcznych jakoś tam (przesadnie, przesadnie) opisywała odczucia i reakcję na rzeczywistość. Gwarantem restauracji kapitalizmu i ustanowienia takiej a nie innej formy liberalnej demokracji był strach przed populizmem i populistyczno-ludową reakcją na transformację. Parasol ochronny, manipulacja nastrojami, przekierowywani gniewu społecznego, kształtowanie najniższych gustów. Strach napędzał beneficjentów do wytężonej pracy dla dobra pojedynczego i własnego, pozwalał zachować czujność i neutralizować niebezpieczeństwa socjalnej kontr-reakcji, ale wyczerpywał i ostatecznie odebrał słuch społeczny. Na czoło peletonu zaczął wysuwać się drugi szereg beneficjentów. Krytyczny wobec pewnych tendencji zapoczątkowanych u zarania przemian, umocniony moralnie w walce opozycyjnej i przekonany, że pewnymi cuglami trzeba jednak szarpnąć, aby skończyć rewolucję solidarności. Walka tych postrewolucjonistów nie ma końca, umęczona ojczyzna nigdy nie zostanie nasycona, dlatego i dzisiaj trzeba zwalczać komunę (ruskich i nazistów zakamuflowanych jeszcze nie można, ale za następnym zakrętem historii to kto wie…). Trzeba odzyskać państwo, zapewnić sterowność instytucjom, przywrócić godność narodowi, mówią intelektualiści na seminariach i w dotowanych periodykach. Teraz kurwa my realizuje się pod starym-nowym płaszczem renowacji republikanizmu, ale przecież nikt w to nie wierzy. Realna polityka i realna władza upominają się o swoje, trzeba poświęcić pewne cnoty polityczne. Idee sprawdzać się mogą co najwyżej w czasie walki opozycyjnej. Politykę partyjną i rządową robi się z wdziękiem rzeźnika i masarza czy jak kto woli metodą szlacheckiego zajazdu.

Nie jesteśmy jednak autarkią, wolny przepływ ludzi, towarów i kapitału (tanie linie lotnicze ponad wszystko!) wymywa fundamenty, ale otwiera nowe pola działania dla jednostek rzutkich lub choćby tych dobrze zadekowanych. Wróg wewnętrzny (dziedzictwo prl-u i transformacji urobionej z oszustwa, bo korzystali ludzie bez praw moralnych do partycypowania) zaczyna być wspierany (wypierany?) przez widmo zagrożenia kulturowego, które zawisło nad tradycją, dziedzictwem i kulturą jak najbardziej polską, lokalną i swojską. Tak oto dawny pan (demokratyczno-liberalny) podaje sobie rękę z chamem (narodowo-patriotycznym) ponad masą ludzką, która pożąda wrażeń, albo wymaga, żeby się od niej odpieprzyć, bo chce swobodnie korzystać z możliwości jakie daje system. O małym człowieku, który wyciąga ręce po pomoc nikt nie myśli, a i on wstydzi wołać głośniej, bo to przecież nie przystoi. Dążenia nasze odpowiadają właściwie celom rządu. Czegoż bowiem my chcemy? Spokojności…”.

W ten oto sposób jedni zajmują się walką o pokój społeczny, państwo prawa i wolność do dywidendy, bo UE („Spokój panuje w Warszawie, informował korespondent), opinia międzynarodowa, wzrost gospodarczy. Drudzy z republikańskim dziedzictwem I RP w sercach wykuwają podwaliny pod nową podmiotowości i niezależność narodu, chcą ochronić istotę polskości przed obcoplemiennym zagrożeniem, przed obcą krwią, przed innymi wydzielinami, żeby lud polski mógł w spokoju słuchać jak mszę odprawiają. Z tymi zastrzeżeniem, że katolicki lud też podlega zasadom wykluczenia, jedni będą dalej siedzieć w pierwszych ławach, a drudzy tylko w kruchcie, bo jednak porządek musi panować, a trzymanie motłochu na dystans nie jest czymś wstydliwym w towarzystwie. Narodowy kapitalizm rodzin na swoim nie dba o niewolników.

Wracamy do apostatów, ściśle do jednego filozofa wplątanego aferę lustracyjną i sąd partyjny oraz pisarza-ugodowca, który wraz z kolegami chciał ochronić substancję narodową z wykorzystaniem zasad lojalizmu i podporządkowania. Brzozowski umarł powalony chorobą, wyobcowaniem i niezrozumieniem, choć jeszcze na kartach Pamiętnika widać, pewnie przedśmiertnie wyostrzone, tęsknotę do intensywności myśli oraz intelektualnych niebezpieczeństw. Brzozowski przegrał za życia, ale jego dzieło wykonuje wciąż podskórną pracę przygotowawczą pod przyszłe (taką mamy nadzieję) osiągnięcia lewicy. Członkowie pentarchii petersburskiej również przegrali, bo musieli przegrać, choć jest to klęska w innej rozgrywce. Zapatrzenie w heroiczną przeszłość dawnej wolności narodu szlacheckiego, tęsknota za porządkiem, który trzyma w karbach rzeczywistość i chroni Tradycję zaprowadziły ich pod jeden carski strychulec ze zwykłymi zdrajcami i poza wspólnotę narodową (przynajmniej w jakimś zakresie). Pozostają dzisiaj szerzej nieznani, a jeśli już jakoś tam znani to jako objaw chorobowy życia intelektualnego i nieudanych strategii politycznych Polaków pod zaborami, choć paradoksalnie zachowawczy ton ich pisarstwa święci tryumfy. Nie chodzi o tradycjonalistów, którzy wznawiają ich prace czy szeroko rozumianą prawicę z tym całym polskim backlashem, ale o zwykłych obywateli przyuczonych do nowych porządków, respektujących zasady nowej władzy. Chcą mieć po prostu wolność, pewną kobietę i spokojną świadomość, że interesy będą się kręcić, a w niedzielę pozwoli się im zrobić zakupy w centrum handlowym.

Ps. A co z pewną kobietą? Pewna kobieta (w domyśle Matka) chroni swoje dzieci w domu, gdzie zamyka się przed złym człowiekiem z bronią. Co z Ojcem? Ojciec (w domyśle mężczyzna) nie jest już tak pewny, bo nie płaci alimentów, choć rekompensuje to prowadzeniem zażartej walki o wolność i demokrację. Dodajmy jeszcze pokój, bo każda walka o wolność jest walką o pokój.

1Cytacik znany i lubiany, dostępny w nowych wydaniach dzieł Autora i zbiorach eseistyki, wykorzystywany w polemikach czy pyskówkach, ale służy głównie burżuazji postępowej do rechotania nad wstecznictwem burżuazji postsienkiewiczowskiej.
2 Na wyimek z listu Grabowskiego trafiłem w przypisach do tekstu Macieja Zakrzewskiego, Zapętlenie Wallenroda. Wokół Michała Grabowskiego i tzw. listu do Strutyńskiego, który znajduje się w tomie Między realizmem a apostazją narodową. Koncepcje prorosyjskie w polskiej myśli politycznej, Kraków 2015.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *