Starocie (III): Czerwone juwenilia

Wyimki z dziennika, którego nigdy nie było.

 

 

Krwawy wódz pewnej zaprzeszłej rewolucji zwykł mawiać  (a słuchał go pewnie pyzaty gawrosz, późniejszy oprawca na Łubiance) w czasie popołudniowej sjesty w salonie swojej kochanki Inessy Armand popijając niespiesznie herbatę z konfiturami: Uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć. Historycy do dnia dzisiejszego spierają się o formę tej wypowiedzi, podkreślając jej oschłość i  prostotę (w porównaniu z dziełem „Materializm empiriokrytycyzm” można mówić nawet  o pewnej degradacji) i wskazują na przyczynę jaką mogła być choroba trawiąca naszego bohatera ,tak jak duch proletariackiej rewolty miał wypalić krwawo kapitalistycznego  ducha zachodniej Europy.

Postarajmy się przenieść te wypowiedź na nasz rodzimy grunt, do naszego ukochanego śmietnika. Chodzi odnalezienie elementów wspólnych między wypowiedzią azjatyckiego jakobina i jego przesłaniem a współczesną nam rzeczywistością i funkcjonowaniem elementów związanych z wychowaniem obywatelskim i kulturalnym oraz naciskiem obywateli na swoją elitę. Od razu pojawia się pewna wątpliwość natury translatorskiej, gdyż oryginalny tekst po tłumaczeniu „z ruskiego na nasze” brzmi dość topornie : „uczcie się, uczcie się, uczcie się”. Nasuwają się skojarzenia z nielubianą nauczycielka fizyki z podstawówki , która budzi u dzieciaków znudzenie i lęk jednocześnie, myśli chłopców płyną  wtedy do  uroczo pyzatej pani ze stołówki a dziewczynki modlą się, żeby nie wyglądać tak po urodzeniu dwójki dzieci. Należy odrzucić te wątpliwości, gdyż oryginał jest równie zrozumiały po rosyjsku co po polsku, a wschodni ton nadaje mu pewnej mistycznej głębi. Ale chodzi przecież o przesłanie i clou problemu, więc nie powinniśmy zanadto przejmować się wątpliwościami estetycznymi.

Należy również poczynić pewne zastrzeżenia wstępne, po pierwsze instytucje znają wypowiedź Wodza i potrafią ją odnieść do aktualnej sytuacji a po drugie realnie wpływa ona na ich zachowanie i podejmowane decyzje oraz działania. Założenia te nie muszą być prawdziwe, gdyż jak wiadomo na podstawie fałszywych przesłanek można dojść do prawdziwych wniosków i tylko oto nam chodzi. Realne istnienie tych pierwszych nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia wieczności, interesuje nas tylko ostateczny (użyteczny) rezultat rozumowania, a reszta jest tylko ponowoczesnym konstruktem myślowym.

Kto wie czy kolejne reformy edukacji, polityka kulturalna i historyczna państwa, niszczenie statusu studenta i samej istoty studiów wyższych, degradacja niezależnej myśli i podporządkowanie ich bankierom i lichwiarzom jakie fundują nam elity prawicy postsolidarnościowej (lewicy post-pzprowskiej też) nie są nieświadomą, tkwiąca głęboko w trzewiach, atawistyczna obawą i potrzeba walki z postulatem przedstawionym przez gnostycznego krwawego Anioła Rewolucji. A wszystkie podejmowane działania mają na celu podważenie jego głównych założeń i stworzenie rzeczywistości będącej realnym zaprzeczeniem rewolucyjnego ideału w sferze proletariackiego wychowania i edukacji.

Co jest największym zagrożeniem dla tego projektu? Wydaje się, że poszukiwanie, niezależnie od konsekwencji, odpowiedzi na dręczące nas egzystencjalne i społeczne pytania, samodyscyplina i odpowiedzialność za siebie i drugiego człowieka, umiejętność krytycznego myślenia w stosunku do siebie i świata. Jednocześnie są to czynniki warunkujące powstanie świadomych i niezależnych obywateli, którzy byliby w stanie pokazać wyciągnięty palec rządzącym miernotom a pewnie nie tylko palec ale i lufy pistoletów.

Czy wyobrażają sobie państwo krytycznego człowieka, który zgodziłby się na rozdawanie ulotek na skrzyżowaniu w czasie zimowej zadymy, czy świadomy obywatel głosowałby bezmyślnie na miraże jakiejś knajackiej IVRP lub „normalności irlandzkiej” i dawał się wodzić za nos małym pieskom, czy rozsądny uczeń z własnej woli idzie za pieniądze do Wyższej Szkoły Uboju Krów założonej przez nieudacznych doktorów, zbyt miernych, żeby napisać habilitację oraz starego profesora-agenta. Dziecinada.

Polityczny establishment, korporacyjne ośrodki medialne, stetryczały myślowo akademizm sprzyjają i utrwalają ten antyludzki system edukacji, chów obywatelski promując miałkość, nijakość i niesamodzielność. Dmuchają pieczołowicie na rozżarzone węgle, grzejąc przy ogniu swe gnijące kości, piekąc na ogniu bezmyślności mięso i płodząc tam skarlałe potworki niewiedzy.

W ten sposób Wódz rewolucji może być groźny nawet po osiemdziesięciu latach od swoich nieszczęsnych wystąpień a walka z resztkami socjalizmu przybiera ciekawą postać tabloidowego szczucia, medialne manipulacji i edukacyjnych ochłapów.

Kolejne pytanie. Co jest dziś najbezpieczniejsze dla Systemu? Warto odwołać się do  frazy z Norwida, którą tak ładnie wplótł w gitarową piosenkę Jędrzej Kodymowski, z trójmiejskiego undergroundu muzycznego i psychodelicznego. Kolega zanucił: „Na zachód-kłamstwo wiedzy i błyskotność, formalizm prawdy – wnętrza bez-istotność, A pycha pych!”. W dobrym tonie byłoby rzucenie często (nad) używanym fragmentem z Eliota:”Kształty bez formy, cienie bez barwy – Siła odjęta, gesty bez ruchu”. To wydrążeni ludzie. To my.

W tym miejscu tekst się urywa, by za chwilę powrócić w formie niedających się odczytać zapisków, na następnej stronie styl się normalizuje.

Stare dylematy dotyczące tego, co należy się Bogu, a co Cesarzowi, nie istnieją. Wiadomo kto jest właścicielem, kto ma pakiet większościowy i przed kim należy bić pokłony, gdzie wnosić dziesięcinę, do kogo należą prawa autorskie, kto przedstawia jedynie słuszne rozwiązania, kto okupuje prime-time, a kto jest frajerem. Herezje w ramach systemu tez są absurdalne i nikogo nie interesują. To niewinne żarciki, karnawały podniecenia po którym nie następuje spełnienie, naskórkowy masaż tłustego cielska dobrobytu i mamony.

Jak zatem żyć? Nie wiem. Ale czasami warto wsłuchać się w głos patologicznego krwiopijcy, zamiast bezustannie nasłuchiwać szczekania psów łańcuchowych dozorcy.

 

Rękopis tego dziennika znaleziony został pod gruzami bloku w Gdańsku, zniszczonego podczas czasie wybuchu gazu w 1995 roku, zeszyt odnalazł strażak z ekipy ratunkowej, rzucił na stertę przy ulicy,  znalezisko trafiło na koce gdańskich bukinistów, którzy na targowisku w Oliwie sprzedają za „piątaka”. Autora tego tekstu do dzisiaj nie ustalono. Do dzisiaj nie odkryto też skąd w zapiskach z 1995 roku pojawiają się odniesienia do sytuacji politycznej z lat  2005-2007.

Zakupił, przeczytał i opracował Łukasz B.

 

 

Tekst opublikowany w 2009 r. na blogu Autora w serwisie Salon24.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *