Trzy cytaty (II). O wrogach

„Jednakże realnemu przesunięciu w granice piastowskie nie odpowiada zmiana wyobraźni społecznej, narodowej. Ta ciągnie na Wschód. Przed Polakami stoi pytanie, jaki historyczny i cywilizacyjny sens ma przesunięcie ku centrum Europy. Czy poziom cywilizacji i kultury ogólnej na Śląsku, Pomorzu i w Prusach Wschodnich pozostał taki sam jak za czasów niemieckich? Przecież oczywiste jest, że się obniżył. Nie da się tu niczego usprawiedliwić brakiem niepodległości i „komunizmem”; po ćwierćwieczu wolności tereny te (jak i pozostałe) zamieszkują ludzie, ogólnie i w uproszczeniu statystycznym mówiąc, nieco zbyt prymitywni jak na to miejsce w Europie. Wystarczy przyjrzeć się temu, co produkują, co mają do zaoferowania rynkowi międzynarodowemu. To najlepszy sprawdzian. Polska ma misję na Zachodzie: doprowadzić cywilizację i kulturę ogólną do poziomu z czasów niemieckich. Trzeba wiele przemyśleć i otworzyć sobie oczy na wiele spraw, żeby zrozumieć wszystkie sensy tej misji. W ciągu paru miesięcy Polska dokonała imaginacyjnego zwrotu na Wschód. Nieumiejętna i niedojrzała na Zachodzie, czego może nauczyć się na Ukrainie?” Bronisław Łagowski, Misja na Zachodzie, Przegląd 10/1014

  

 

„Urzędnik, przed którym ten chłop trzyma czapkę w garści, mając jednocześnie tępy i przygnębiony wyraz twarzy, świadczący o całkowitej beznadziejności, ten urzędnik, o! na pewno jest demokratą, może był w „Legionie Młodych”, może małżonka jego jest paniusią z klubu demokratycznego, głośno opowiadającą swoje sympatie do bolszewizujących młodzieńców, z którymi dyskutuje na herbatkach sam pan minister. Urzędnik jest oczywiście, zwolennikiem reformy rolnej…, a jakże, potrafi na zawołanie powiedzieć tysiące najbardziej patetycznych frazesów wolnościowych (…) Drugi proces nieprawidłowy to hasła demokratyczne, republikańskie, powszechne głosowanie, etc. Nie ma ustroju absolutnie dobrego lub złego, jest tylko ustrój dostosowany do epoki lub nie dostosowany do epoki. A w każdym kraju w Europie żyjemy w innej epoce historycznej, a nawet i w samej Polsce: Śląsk to dzielnica, która o 300 lat wyprzedza swoim rozwojem nasze Polesie. W Szwajcarii lub w Londynie jestem zwolennikiem powszechnego głosowanie do Parlamentu, bo tam przeciętny uczestnik tego głosowania, wie, co znaczą problemy, które parlament ma rozstrzygać. Natomiast na tych naszych ziemiach, jestem za uczciwym, solidnym samorządem gminnym i terytorialnym, a uważam głosowanie powszechne za przedwczesne, a z pewnych państwowych względów za niepożądane.” Cat-Mackiewicz recenzuje na łamach wileńskiego ‘Słowa’ (z 7 lutego 1938 r.) książkę Józefa Mackiewicza ‘Bunt rojstów’, właściwie to przedstawia swoje ideowo-polityczne credo [w:] Józef Mackiewicz- świadek krótkiego stulecia, Łomianki 2013

 

 

„Kto liże lakierki mędrkom Zachodu czuje cywilizacyjną przewagę nad barbarzyńcami i potworami, którzy liżą gumiaki wschodniego satrapy itd. To wszystko bezwstydnie określa się mianem wyzwolenia. Kaliban ma teraz nowego pana i może swego zamordowanego dawnego pana, a także wszystkich wrogów swego aktualnego pana lżyć korzystając z pełnej wolności prasy i wolności słowa. Jakiż postęp.” Carl Schmitt, Glossarium. Aufzeichnungen der Jahre 1947-1951, fragment w przekładzie Wojciecha Kunickiego dostępny jest również pod tym adresem

 

 

Jakie korzyści mogą płynąć dla lewicowca z lektury tekstów publicystycznych czy eseistycznych Bronisława Łagowskiego? Krakowski filozof to w końcu myśliciel konserwatywno-liberalny, w najwyższym stopniu zachowawczy i antyrewolucyjny, propaństwowy, ale odrzucający mobilizację polityczna opartą na wzniecaniu emocji mas. O jego realizmie politycznym już nawet nie będę mówił, bo to temat niebezpieczny, a obecnie obelga większa niż mason albo rusofil. Tylko uwarunkowania historyczne i  specyfika polskiej rzeczywistości politycznej sprawiły, że nie został mentorem jakieś partii prawicowej (jeżeli chciałby oczywiście pełnić taką funkcję), albo guru środowisk konserwatywnych. Współpraca z ‘lewicowym’ Przeglądem na pierwszy rzut oka jest paradoksalna, ale w kontekście poglądów i ocen Łagowskiego oraz dziedzictwa post-pzprowskiego samego tygodnika wydaje się całkowicie naturalna.

 

Publicystykę Łagowskiego polecam zatem tym lewicowcom, socjalistom czy socjaldemokratom, którzy znudzili się już liberalno-postępowymi jeremiadami nad polityką historyczną prawicy post-solidarnościowej, niezależnie od tego, czy będzie to jej wersja bardziej katolicko-narodowa (Prawo i Sprawiedliwość wraz partyjnymi mediami) czy konserwatywno – ‘wolnościowa’ (walka z komuną o wolność do liberalizmu i wolnego rynku w wydaniu Platformy Obywatelskiej). Krytyka krakowskiego filozofa jest w tym zakresie zajadła, totalna, odrzucająca praktycznie wszelkie przejawy rozbuchanej polityki historycznej dotyczącej dawnych insurekcji, Powstania Warszawskiego, upamiętniania Katynia, świętowania zwycięskiej rewolucji Solidarności, ustanowionego w ostatnich latach kultu Żołnierzy Wyklętych. Stateczny konserwatywny myśliciel jawi się tutaj niemal jako rewolucjonista i staje się bliski tym, którzy przy pomocy innych środków i dla innych celów, chcą narodowe mity zdekonstruować. Krytyka wypływająca z liberalnych mediów wydawać się może przeterminowana i zrutynizowana, wszystko zostało tam już powiedziane. Najbardziej zwulgaryzowane formy tej krytyki, jak choćby tekst o żołnierzach AK mordujących w Powstaniu Warszawskim ludność żydowską, też wydają się passe i nikogo nie wzruszają. Część środowisk lewicowych podąża za liberalnymi drogowskazami w zakresie marudzenia nad akademią ku czci czy rytuałami narodowo-patriotycznymi, wlecze się niczym pies za karawaną. Być może czas to zmienić i zacząć „mówić Łagowskim” przy okazji hejtowania kolejnych miesięcznic i rocznic. Zawsze to coś nowego.

Podobnie rzecz się ma się z lewicową i lewicowo-liberalną krytyką zapóźnienia cywilizacyjnego i niedorozwoju społecznego Polski. Dość często słuszna analiza degradacji jaka przetoczyła się przez znaczące obszary kraju, kończy się pomstowaniem nad zapóźnionym, ciemnym, niewystarczająco unowocześnionym ludem. I biedny lewak wraz z zatrwożoną lewaczką rozdzierają szaty, łkają,  wycierając łzy w rękaw liberalnych pocieszycieli, bo ten naród ciągle taki zacofany, zamknięty w swej szarości, mało elastyczny. Dajcie nam inne  społeczeństwo, a zrobimy taką rewolucją, że Lenin okaże się reformistą. Nawet świadoma klasowo lewica używa często figury „wąsatych i wstecznych klocków”. Niech zatem lewicowcy odłożą liberalne gazetki i wczytają się lepiej w Łagowskiego, choćby ten fragment z tekstu Misja na Zachodzie, wielu tak myśli i niewielu potrafi to głośno przyznać. Na bok odkładam dyskusję o geopolitycznym przesunięciu Polski po ostatniej wojnie, PRL-u jako zrealizowanym marzeniu endecji (mowa o przesunięciu na Zachód i jednolitości narodowej) i konsekwencjach dla współczesnej Polski.

Ja tutaj prowokuję, ale teksty Łagowskiego jednak polecam, bo to publicystyka wysokiej próby. Jasne, wyważone prowadzenie frazy i pojawiające się niepostrzeżenie strużki bezlitosnej ironii są tutaj cechą charakterystyczną, cieszyć może również solidne obijanie aktualnych narodowych świętości i bezkompromisowość, choć trudno się zgodzić z większością opinii.

Propagowanie wśród lewicowych czytelników twórczości Stanisława Cata Mackiewicza przypomina przynoszenie na wegańskie imprezy mielonki z głowizny. Jest wyrazem wysublimowanej prowokacji i specyficznego poczucia humoru. Mamy w końcu do czynienia z reakcjonistą, konserwatystą integralnym, monarchistą, przeciwnikiem powszechnego prawa wyborczego, wyrazicielem interesów klas posiadających, autorytetem antydemokratycznej prawicy. Przy okazji był błyskotliwym redaktorem oraz pisarzem i publicystą polityczno-historycznym, ale jednak człowiekiem zatęchłej konserwy. Nie czuję się na siłach, żeby promować Cata, dlatego oddam głos Sławomirowi Sierakowskiemu, naczelnemu Krytyki Politycznej, który chwalił i polecał w programie Errata do biografii: „Przeczytałem chyba rzeczywiście wszystkie, albo wszystkie dostępne książki Cata-Mackiewicza. Był jedną z pierwszych postaci, które charyzmatycznie można było czytać, która łączyła nowe informacje, ważne dla człowieka, który się rozwija, interesuje się historią, kulturą polską z  taką energią słowa (…) Nie bał się atakować naszych sojuszników, nie bał się pisać nie-hagiograficznych biografii wybitnych Polaków. W tym sensie był nie tylko publicystą politycznym i takim ‘walczakiem’, ale także był wielkim dydaktykiem (…) Cat-Mackiewicz pozostaje jedną z najwybitniejszych postaci pióra polskiej kultury.” Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z red. Sierakowskim, podobnie odbieram twórczość redaktora wileńskiego Słowa. Cat to publicysta o porażającej energii językowej, człowiek osobny i odważnie wyrażający opinie, gorszące nawet bliskich mu ideowo, choć oczywistym jest, że wspierał i wspiera do dziś naszych przeciwników. Na marginesie dodam uszczypliwie, że w kontekście tej wypowiedzi trzeba chyba lepiej przemyśleć ostatni wywiad Sierakowskiego dla Newsweeka z fragmentem o zamachu majowym, ale o tym pisał kilka dni temu kol. Krzysztof Posłajko i do jego tekstu odsyłam.  Przypomnę tylko, że Cat-Mackiewicz, który poparł zamach majowy i organizował poparcie wielkiego ziemiaństwa oraz magnaterii wileńskiej dla Piłsudskiego był później jednym z ostrzejszych krytyków sanacji.

 

Jeśli chodzi o ostatni cytat z nieszczęsnego Schmitta, chciałbym zastrzec, że nie widzę potrzeby nasycania współczesnej myśli lewicowej pomysłami ze sztambucha radykalnej prawicy. Absurdalny jest zarzut, że lewica prowadząca (w Polsce odbywa się to głównie w mikro-skali i przed komputerem) ostrzejszą walkę polityczną, odwołującą się do klasowości i bezkompromisowego przedstawiania swoich postulatów nosi Schmitta w kieszeni. Zwłaszcza, gdy po prostu reaguje na klasizm płynący z liberalnych mediów, w odpowiedni sposób to komentuje i zwalcza z mniejszym lub większym talentem swoich lewicowych piór. To raczej współczesna prawica, znudzona konserwatywną zachowawczością, musi szukać podniet w starych teoretykach bardziej radykalnych formuł polityczności (będzie to choćby rewolucja konserwatywna w Niemczech, francuska Nowa Prawica, Donoso Cortes, przedwojenne faszyzujące grupy narodowo-radykalne). Niczym dziecko wypuszczone spod władzy surowych rodziców. Lewica ma swoich teoretyków przemocy, stanu wyjątkowego, radykalnej polityki bardziej lub mniej demokratycznej (weźmy choćby ideę strajku generalnego jako czynnika rewolucyjnego, różnego rodzaju sorelizmy przewijające się w myśli lewicowej, aż do współczesności), nie zapominamy także o niesympatycznej z naszego punktu widzenia lewicy autorytarnej czy zamordystycznej, gdzie najważniejsza była jednak praktyka władzy tu i teraz,  skuteczne mechanizmy pacyfikacji, terror rewolucyjny i utrzymanie władzy za wszelką cenę. Wracając do niemieckiego kauzyperdy. Ten pesymistyczny, do bólu realistyczny analityk, konserwatywny maruda Schmitt może jednak cieszyć i lewicowego czytelnika, choćby w tym błyskotliwym zdaniu o lizaniu lakierków. Ostatnie miesiące w polityce międzynarodowej pokazują jak bardzo stało się to aktualne, choć kontekst współczesny oczywiście nie jest już tak dramatyczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *